• Ruch Światło - ŻycieArchidiecezji Katowickiej
  • 1

(nie)Bezpieczny.

Jest taka przysłowiowa już niemal anegdota. Pytany o samochód, jaki chciałby mieć, mężczyzna zacznie wymieniać różne parametry – moc, prędkość i wszystkie te inne rzeczy, na których się nie znam. Natomiast kobieta, poza wyborem koloru, postawi jedno wymaganie – samochód ma być bezpieczny.

Marzy mi się własny, bezpieczny dom. Taki, w którym będę mogła oderwać się od problemów i wszelkich "przerasta-mnie-to" spraw. Jest to coś szczególnie przeze mnie upragnionego, zwłaszcza że tymczasowo pomieszkuję w akademiku, a w domu rodzinnym jestem już coraz mniej domownikiem, coraz bardziej gościem. I nigdzie nie jestem u siebie.

Jezus mówił: Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne gnieździły się na jego gałęziach. (Łk 13, 18-19)

Niesamowicie rozczula mnie ten fragment z dzisiejszej Ewangelii. Prowokuje do zastanowienia się, czy czuję się w Bogu i przy Bogu bezpiecznie. Czy jest On dla mnie takim drzewem, w którym będę budować swoje gniazdo, w którym będę zasypiać bez lęku.
Jednocześnie myślę też o Kościele. Zastanawiam się, czy to jest to wielkie drzewo, mój dom? Czy to jest to miejsce, w którym jestem u siebie, w którym mogę oderwać się od wszystkiego wokół, uspokoić się, odetchnąć? Czy to jest ten mój upragniony BEZPIECZNY azyl?

Odpowiadam sobie, że jest... i jednocześnie nie jest. Bo tak, czuję się w Kościele jak u siebie. Mogę w nim odetchnąć, zaczerpnąć trochę sił. Bo chociaż Kościół jest olbrzymi, to cały jest moim miejscem, czuję się w nim pewnie i swobodnie. Jest tylko jedno ale. Kościół nie do końca jest miejscem bezpiecznym – gdy patrzy się, oczywiście, bardzo po ludzku. Bo na ten mój dom plują z zewnątrz, walą młotami, próbują wyważyć drzwi. Usiłują wywoływać trzęsienia ziemi tuż pod nim, żeby cały się rozleciał.

My, kobiety, chcemy mieć bezpieczny samochód. Ale przecież samochód musi jeździć, co samo w sobie może być niebezpieczne. Chcemy mieć bezpieczny dom. Ale żeby dom taki był, nieustannie trzeba w niego inwestować czas, siły, środki. W przypadku Kościoła nawet nie tyle pieniądze, ile modlitwę, zaangażowanie i wsparcie dla tych, którzy stoją na pierwszej linii ataków i często dosięga ich plucie.

My, kobiety, umiemy bronić tego, co ukochane. Zatem i my, i mężczyźni - brońmy tego cudownego, bezpiecznie niebezpiecznego Kościoła. Naszego domu.

Studium Animatora w Jastrzębiu oczami uczestników
Relacja z Kongresu

Domy i Ośrodki