[Dekalog Oazowicza #2] Ewangelizacja

W drugiej części serii „Dekalog Oazowicza” o charyzmacie ewangelizacji, w rozmowie z Robertem Czulakiem opowiada bp Adam Wodarczyk.

Robert Czulak: Czym dla księdza biskupa jest charyzmat ewangelizacji i w jaki sposób był obecny w życiu księdza biskupa?

Bp Adam Wodarczyk: Ja znalazłem się w Diakonii Ewangelizacji w 1983 roku, a więc już sporo lat temu. Przyjęto mnie w wieku zaledwie 15 lat. Miałem jednak już wtedy wielkie pragnienie ewangelizowania i to było kryterium, które zadecydowało o mojej bytności w Diakonii. Od tego właściwie zaczynało się całe moje uczestnictwo w Ruchu Światło-Życie. Odkrywałem, że nie ma dla mnie nic piękniejszego od dzielenia się Ewangelią z innymi ludźmi. Trafiłem też na moment, gdy rozkwit przeżywały różnego rodzaju rekolekcje ewangelizacyjne. Organizowała takie również nasza rejonowa Diakonia Ewangelizacji i były tego wielkie owoce. Widziałem, jak ludzie odnajdywali nowy sens swojego życia dzięki mocy Bożego Słowa. Próbując odpowiedzieć na pytanie, Jezus przed Wniebowstąpieniem mówił: „Idźcie i głoście”. Nie jest możliwe być uczniem Chrystusa i nie dzielić się Ewangelią z innymi. Poza tym człowiek, który ewangelizuje, sam zostaje przez to działanie umocniony w wierze. Można powiedzieć, że ewangelizacja zawsze była jednym z najważniejszych fundamentów mojej duchowości i myślę, że nadal nią jest.

Można zatem powiedzieć, że poprzez ewangelizację drugiego człowieka ewangelizujemy samych siebie?

Tak, zawsze pierwszym beneficjentem ewangelizacji jest sam głosiciel. Przede wszystkim Słowo Boże, które głosi, musi w nim samym pracować. Mówi o tym zresztą Charyzmat Światło-Życie. Taki ewangelizator nie może być tylko pustym przekaźnikiem, to musi być w nim spójne. Przez to też pogłębia się jego wiara. Święty Paweł mówi: „Wiara rodzi się ze słyszenia. Wiara przyjęta sercem prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami do zbawienia”. Czyli jeśli ewangelizacja jest wyznawaniem Jezusa, to sprawia, że ja już uczestniczę w dziele zbawczym Chrystusa.

Ksiądz biskup nakreślił delikatnie pewien rys historyczny. Żyjemy dzisiaj w nieco innych czasach. Jak wyglądała ewangelizacja lat temu dwadzieścia, trzydzieści, a jak wygląda dzisiaj?

W sensie formy na pewno są inne możliwości. W czasach komunistycznych problemem było nawet wydanie jakiegoś prostego druku. Poza tym oczywiście szybkość obiegu informacyjnego nie była tak udoskonalona jak obecnie.

Choć trzeba tu powiedzieć, że jak na nasze warunki udawało się korzystać z nowszych technik. W czasie nabożeństw ewangelizacyjnych puszczaliśmy w kościołach film „Jezus” i to w tamtym okresie było naprawdę niezwykłe, zwłaszcza, że wówczas zobaczyć jakiś film o Panu Jezusie też nie było prostą sprawą. Mocny akcent był już także położony na śpiew, na wspólnotowość przeżywania takiego nabożeństwa.

Dzisiaj mamy cały świat internetowy, którego wówczas nie było. W sensie meritum sprawy – doprowadzenia drugiego człowieka do osobistego spotkania w wierze z Jezusem i oddania Mu swojego życia – nic się jednak nie zmienia.

Wezwanie Chrystusa do ewangelizacji jest ponadczasowe?

Zmieniają się okoliczności zewnętrzne. To jest tak samo jak 2000 lat temu, gdy uczniowie wędrowali od miasta do miasta. Dzisiaj okoliczności zewnętrzne są inne, wydaje się, że ludzie też są bardziej zagubieni. Z drugiej strony jeśli spojrzymy na ludzkie dzieje, to czasy nigdy nie są łatwe. 50 lat temu w Polsce był komunizm, 75 lat temu okupacja, wcześniej Polski w ogóle nie było na mapie. Zawsze występują przeszkody i trudne okoliczności. Może świat był kiedyś trochę bardziej oparty na wartościach chrześcijańskich niż dzisiaj. Zawsze chodzi jednak o to samo: aby swoim życiem pokazać Chrystusa innym ludziom.

Dodam tylko, że my byliśmy bardzo mocno przygotowywani do ewangelizacji indywidualnej. Bardzo mocno wpajano nam zasadę, że każdy moment, każda sytuacja daje Ci szansę, aby porozmawiać o Panu Jezusie. Nastawiani byliśmy na bezpośrednie spotkanie z człowiekiem. Dzisiaj, przy ewangelizacji w internecie, człowiek jest trochę schowany za taką „gardą anonimowości”. Dotarcie bezpośrednie, które daje największe owoce, jest przez to często bardzo utrudnione.

Ksiądz biskup wspomniał o tym, że w czasach komunistycznych na pewno było trudniej ze względów technicznych…

Nie tylko ze względów technicznych. To były czasy, gdy przy każdych rekolekcjach ewangelizacyjnych w Kościele był ktoś ze Służby Bezpieczeństwa. My po pewnym czasie już tych panów rozpoznawaliśmy bez problemu. Oni nam robili zdjęcia, nagrywali nas. Takie materiały mogły być później wykorzystane w różny sposób. Ktoś w szkole był postraszony, że może nie zdać matury, rodzice kogoś innego słyszeli, że ich syn/córka za bardzo się udzielają w Kościele. Funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa przyjeżdżali nawet na letnie oazy, kontrolowali domy, w których młodzież uczestniczyła pobożnie w rekolekcjach.

A jednak mimo wielu przeciwności mieliście swoje sposoby. Jak skutecznie ewangelizować w dobie dzisiejszych problemów?

To jest akurat bardzo podobne dla każdego czasu. Jeżeli są ludzie napełnieni Duchem Świętym i przejęci pasją dla głoszenia Dobrej Nowiny, to oni będą pokonywać wszelkie trudności, ponieważ sami doświadczają, że w Jezusie jest życie. Ktoś przedstawił kiedyś taką definicję ewangelizacji: jeden żebrak drugiemu żebrakowi mówi, gdzie można znaleźć chleb. Jeżeli ktoś odnalazł ten chleb i wie, że go wystarczy dla wszystkich, to robi co w jego mocy, aby jak najwięcej ludzi doprowadzić do tego dobrodziejstwa. W języku biblijnym nazywa się to metodą „pomnożenia uczniów”. Św. Paweł mówi w Liście do Tymoteusza: „To co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków przekaż także innym zasługującym na wiarę”. Chodzi o to, aby ci, którzy oddali swoje życie Jezusowi, doprowadzali następnych do tej wewnętrznej przemiany oraz przysposabiali ich, aby i oni dzielili się swoją wiarą w Ewangelię. Tacy ludzie nie będą się potem bać, że ktoś ich wyśmieje, ktoś im powie jakieś nieżyczliwe słowo. Wręcz można powiedzieć, że dopóki człowiek nie doświadczy w ewangelizacji pewnego trudu, nie będzie do końca pasowany na ewangelizatora. Jeśli doświadczasz trudności, a mimo tego nadal to robisz, to wówczas możesz powiedzieć, że jesteś w pełni mianowany na ewangelizację. Cała sprawa kryje się zatem tak naprawdę w zapale serca.

Treść charyzmatu mówi, że ewangelizacja jest podstawowym i najważniejszym zadaniem Ruchu Światło-Życie. Jednak zaproszenie drugiego człowieka do Chrystusa, a zaproszenie do Ruchu Światło-Życie to nie jest jedno i to samo. W jaki sposób te rzeczy można rozgraniczyć, a może połączyć ze sobą?

Nie nazwałbym tego na pewno pomieszaniem pojęć. W ewangelizacji, oprócz głoszenia zasad kerygmatu, zawsze mówi się też o potrzebie bycia we wspólnocie. Jeżeli głosimy komuś Dobrą Nowinę i zachęcamy go do bycia we wspólnocie Kościoła, to musimy mu to pokazać w sposób realny. Jeśli ewangelizator doświadcza Jezusa we wspólnocie oazowej, to w naturalny sposób pokazuje tę wspólnotę jako miejsce duchowego rozwoju. Jest to konkretne doświadczenie, do którego się zaprasza.

Powiem więcej, kiedy młody człowiek, na przykład taki jak ja, przychodził na spotkanie w tych latach 80-tych, to widział przede wszystkim tę wspólnotę, ludzi. Treści zaczynały w nim pracować dopiero z czasem. Nie doszukiwałbym się zatem tutaj jakiegoś błędu czy też przeciwstawień. Naturalnym jest, że jeśli wspólnota, do której zapraszamy, żyje tymi wartościami ewangelizacyjnymi, to ten człowiek doświadczy tam tego Nowego Życia.

Niezwykłym doświadczeniem ewangelizacyjnym w życiu księdza biskupa były wyjazdy do Chin. Kraju, gdzie do dziś funkcjonuje system, który mieliśmy również w Polsce. Jak wyglądały takie wyjazdy, kiedy za każdym razem miało się świadomość, że być może już się nie wróci do domu?

Nie towarzyszyły mi raczej aż takie myśli. Może dlatego, że ewangelizacja w Chinach została tak naprawdę wymodlona. To była konkretna odpowiedź na konkretną modlitwę podczas Szkoły Animatora w Krościenku w 2008 roku. Szybko stworzyły się też możliwości. Najpierw Chińczycy przyjechali do nas, o co Pan Bóg się wyraźnie zatroszczył, a później my zaczęliśmy jeździć do nich. I nam również mocno w tym błogosławił. Trzeba też powiedzieć, że my nie szliśmy jednak do miejsca gdzie w ogóle nie było Kościoła. On oczywiście funkcjonował w trudnościach, ale jednak bardzo szybko udało nam się uformować wśród Chińczyków animatorów, którzy później to dzieło kontynuowali. Tak samo było na Filipinach czy w Australii. Gdy byłem moderatorem generalnym Ruchu Światło-Życie, wchodziliśmy też w Afrykę, Amerykę Południową. To pokazywało mi, że ta metoda jest skuteczna wszędzie, w każdej części i w każdej kulturze świata. Również dlatego, że ewangelizacja prowadzona metodą Światło-Życie jest w dużej mierze realizacją tego, co jest opisane w Dziejach Apostolskich: „Trwali oni w nauce apostołów, w modlitwie, w łamaniu chleba, we wspólnocie”. To są elementy warunkujące dojrzały rozwój tego dzieła ewangelizacyjnego. Ciekawe jest też to, że czasami Kościół, chociaż nie działa w warunkach pewnej swobody, mimo wszystko doświadcza wielkiego błogosławieństwa Bożego, a w człowieku rodzi się większa wytrwałość i determinacja.

A jak ksiądz biskup odpowiada, gdy słyszy się takie stwierdzenie, że po co my się pchamy z ewangelizacją gdzieś na drugi koniec świata, a u nas brakuje animatorów i rąk do pracy?

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że jedno drugiego nie wyklucza. Głosić trzeba zawsze i wszędzie. Jeśli ktoś potrafi ewangelizować w Chinach, to będzie to robił też w Polsce. To Pan Bóg pokazuje miejsca i daje możliwości do głoszenia Ewangelii.

Porównując z kolei realia myślę, że na pewno nie można powiedzieć, że u nas brakuje rąk do pracy, a potencjałem ludzkim trzeba się dzielić z innymi. Szukając prostego przykładu - trudno dzisiaj znaleźć kraj, w którym by nie było polskiego księdza, a to buduje też siłę Kościoła, nawet pomimo tego, że dotykają nas procesy laicyzacyjne.

Kolejną kwestią jest fakt, że będąc w innej części świata możemy się też od siebie nawzajem uczyć. Podczas jednej z wizyt w Chinach błogosławiłem ewangelizatorów, którzy wychodzili do ludzi. Myślałem, że mają jakieś rekolekcje ewangelizacyjne, ale miejscowy ksiądz szybko wyprowadził mnie z błędu mówiąc, że oni tak robią co tydzień.

Staram się mówić o tym na spotkaniach duszpasterzom, świeckim, abyśmy nie przeżywali ewangelizacji jako jakiegoś wydarzenia, czy akcji, ale jako stały styl życia w parafiach, aby każda Msza Święta stała się posłaniem do ewangelizacji. I choć tu mamy jeszcze sporo do zrobienia, to jednak trzeba mieć świadomość, że z ewangelizacją Kościół w Polsce ma się dobrze, i nadzieję, że będzie jeszcze lepiej.

Czego ksiądz biskup życzyłby członkom Ruchu Światło-Życie na drodze ewangelizacji?

Na pewno polecam przestudiowanie pięciu katechez ewangelizacyjnych ks. Franciszka Blachnickiego. Życzę natomiast tego, aby nigdy nie bali się dzielić swoją wiarą z innymi, aby żyli tym na co dzień, aby się modlili. Żeby Bóg stwarzał im każdego dnia możliwości do głoszenia Ewangelii, i aby tą Ewangelią się dzielili w każdym momencie swojego życia. Wtedy będą widzieli, jakie cuda Pan Bóg przez nich działa, bo do ewangelizacji – dzielenia się swoją wiarą w to, że Jezus jest moim Panem i Zbawicielem i działa w moim sercu i przynosi mi dar Bożej Miłości – wezwani są wszyscy.

Dziękuję za tę pointę i dziękuję za całą rozmowę.

Dziękuję również.


 

Adam Wodarczyk

Biskup pomocniczy Archidiecezji Katowickiej. W latach 2007-2015 moderator generalny Ruchu Światło-Życie. Postulator procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.


CHARYZMAT EWANGELIZACJI, CZYLI ODKRYCIE ŹRÓDŁA I FUNDAMENTU

Jasna świadomość, że celem pierwszej ewangelizacji jest doprowadzenie do osobistego przyjęcia Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela, stanowi źródło i fundament całego życia chrześcijańskiego i jest szczególnym darem otrzymanym przez Ruch. Czyni z niego ruch ewangelizacyjny, czyli skoncentrowany na zadaniu prowadzenia ludzi do wiary pojętej jako osobowe spotkanie z Chrystusem. Powyższa świadomość prowadzi z kolei do odkrycia, że wielu nawet praktykujących chrześcijan i katolików wymaga ewangelizacji, albowiem brak im jeszcze fundamentu osobistego kontaktu z Chrystusem. Stwierdzenie tego stanowi rewelacyjną nowość przyniesioną przez adhortację Pawła VI ,,Evangelii nuntiandi".

Uznanie absolutnego priorytetu tego zadania prowadzi do rewizji odnowy całego stylu tzw. duszpasterstwa, co stanowi pilne zadanie, podjęte świadomie przez Ruch jako szczególny jego charyzmat.

Za: Ks. Franciszek Blachnicki, „List z Boliwii”, Wydawnictwo Światło-Życie, Kraków 2017, s. 5-6

Konkursy na piosenkę i znak roku!
Konkurs na Kartkę Świąteczną

Podobne wpisy

Domy i Ośrodki